Granice to nie mur, lecz drzwi
„Odbudowanie moich popsutych granic to więc jedno, a bronienie ich przed tymi, którzy będą za każdym razem chcieli je burzyć, to drugie. Czyli to nie koniec pracy? Nie, to dopiero jeden z pierwszych odcinków długiej drogi. O, żesz!”
(Fragment mojej książki „Pożegnanie z ofiarą”)
Ponad 4 lata po zakończeniu psychoterapii, 2 lata po publikacji książki. I wciąż jestem na tej drodze. Wciąż uczę się stawiać granice. Ale robię to coraz pewniej, śmielej. Rozpoznaję już szybko, kiedy ktoś próbuje je przekroczyć.
Pierwsze odzywa się ciało. To zazwyczaj nagłe uderzenie gorąca, ścisk w żołądku, gwałtowna irytacja, czasem drżenie dłoni, pot na czole. Ciało wie, zanim ja zdążę się “pokapować”, o co chodzi i co dokładnie w słowach drugiej osoby tak bardzo mnie uwiera. Zawsze robię notatkę w głowie, czasem spisuję na papierze. Chcę następnym razem rozpoznać sytuację jeszcze wcześniej💪
Ale granica to dla mnie nie mur, lecz drzwi🚪 Mogę je zamykać i otwierać. Nie wymazuję ze swojego życia ludzi tylko dlatego, że ktoś ten próg przekroczył. Po prostu zamykam wtedy drzwi – czasem na krótko, czasem na dłużej. A potem otwieram je i staję w nich bogatsza o kolejne doświadczenie.
Zamiast „o, żesz!” coraz częściej mówię: „o, dzieje się”.
I niech się dzieje. Nie zawsze idealnie, ale zawsze w granicach siebie🌿
Ściskam mocno, ale nie przez próg!😜😁